3 godzina, otwieram oczy. Myślę sobie: pewnie grad puka w okno i stąd te dziwne odgłosy. Podchodzę więc do okna, patrzę w ciemność w lewo w prawo. Nie widać żeby padał grad, śnieg czy w ogóle cokolwiek co by mogło pukać do mnie w okno. Gdy tak stałem w totalnej ciszy nocy słyszałem ciągle te dziwne odgłosy. W tym też momencie uświadomiłem sobie, że głosy słyszę z góry i nawet nie znad okna!
Było to delikatne ale stanowcze drapanie, chrupanie, rozrywanie i kopanie.
Z pewnością jest to mysz albo szczur. Z intensywności odgłosów domyśliłem się że jest to zwierze z ogonkiem ale to większe.
Trochę poirytowany, zdenerwowany i zszokowany położyłem się z powrotem spać.
Przekładam się z lewej strony na prawą, w prawej na lewą. Nic nie pomaga nawet przykrycie ucha kołdrą. Ciągle te odgłosy z sufitu.
Masakra.
Nie mogłem zasnąć.
Nade mną mieszka moja sąsiadka której obecnie nie ma i wykorzystały jej nie obecność dzicy lokatorzy którzy jak się okazało następnego po bezszelestnym wkroczeniu na piętro (Nie żebym się bał :P.) zajęły w mieszkaniu każdy kąt, nawet odkurzacz który stał w swoim kartonie. Wyciągnęły z niego wszystko co do niego wpadło i obłożyły tym odkurzacz tak żeby i mu i nowym lokatorom było ciepło. To jest chyba ich tajne centrum dowodzenia pomyślałem a ojczulek podsypał tam różowe jakby płatki na mleko tak jakby zgłodniały.
Nie było ich w tym czasie w tym centrum dowodzenia ani nigdzie indziej. Poznał było jednak ich obecność po czarnych kuleczkach które tworzyły chyba chodniki po których grzecznie się poruszały.
Jednak nie to mnie martwiło a to że nie mogę spać. Pukanie, drapanie w sufit pomagało tylko na chwilę. Sąsiad nie tracił dużo czasu na wsłuchiwanie się i zastanawianie kto do niego może pukać w nocy, więc nic sobie nie robił ze mnie. A ja musiałem wspomóc się tabletkami.
Każdego dnia drapania jest coraz mniej.
Może dostał kolega wzdęcia po różowych płatkach i nie może zmieścić się do dziury.
Smacznego kolego!
A oto tajna baza:
Tagi: przemyślenia
skomentuj (0)
2012 zapowiada się nerwowo ale ambitnie i z przytupem. Parę spraw przeniosło mi się z roku poprzedniego i mam nadzieję że finał będzie lada dzień. Co to będzie? A wszystko w swoim czasie hehe. Smuci mnie jednak to że nie zapowiada się żebym w tym roku gdzieś „wybył” w podróż na mój utęskniony kontynent i to mnie smuci. Jednak trzeba się cieszyć z tego co się ma i gdzie się już było. Czas pokaże co będzie a co nie. Na początek na pewno zmienią mi się priorytety ale i walczę z postanowieniami noworocznymi. Dobrze będzie zacząć znowu biegać na siłownie by pozbyć się tego czegoś co zaczyna się ruszać gdy poranny autobus najedzie w dziurę. Tak tak. Oplata mnie smalczyk którego nie da od tak wysmażyć na patelni albo po prostu zdjąć. Choć staram się zmienić dietę to moje makarony nadal zostają w głównym menu i im się nigdy nie oprę.
W powietrzu nadal jesień. Raz cieplej raz chłodniej. Nie wiem już jaką kurtkę ubierać. Czy tą na super zimę czy to na późną jesień w której jednak mogę delikatni zmarznąć. Rano zimno, po południu ciepło i weź człowieku i się odpowiednio ubierz. W zeszłym roku jak trzeba było przeprawiać się przez remontowany most na pieszo i czekać na autobus w powietrzu mróz zamrażał parę wodną i nosy A opady śniegu nie miały końca. Widać kryzys nawet w chmurach. Na wszystkim trzeba oszczędzać. Co to oznacza? Jak to się skończy i co to zmieni w naturze czas pokaże. Od jutra zaczynają się ferie. Niestety nie dla mnie, ale i nawet nie wiedział bym co robić i chociaż człowiek uczy się całe życie teraz chociaż wiem że wbijam do głowy rzeczy które są ważne a nagrodą jest urlop który bardziej cieszy bo zawsze wytęskniony choć nie zawsze do końca zaplanowany to jednak cieszy jeszcze bardziej.
Podsumowując czuję że rok będzie intensywny ale i spokojny pod innym względem. Czas pokaże.
Tagi: przemyślenia
skomentuj (0)

Tym wszystkim którzy odwiedzają mojego bloga regularnie i tym którzy są tu poraz pierwszy
życzę wspaniałego 2012 roku.
Jak najmniej stresu i smutku. Docenienie tego co się ma i nauki cierpliwości i szacunku dla innych
no i standardowo zdrowia zdrowia zdrowia :)
~ uparty
Rok kończy się przedziwnie dobrze tak samo jak się zaczął. Praca, książki, podróż. To wszystko sprawiło że 2011 będzie za co wspominać. Było wesoło, przyjemnie i ciepło. Poznałem fantastycznych ludzi i odezwali się Ci dawno zapomniani którzy pomogli mi się otrząsnąć z pewnych sytuacji przez które przybyło sporo siwych włosów, łez i smutku.
Tak często jest to chyba jest istotą naszego życia że raz jest dobrze by za chwilę było źle. Grunt to przeć na przód i choć jestem człowiekiem który nie pokazuje swoich uczuć bo okazało się że mam dwie osobowości. Ta druga wesoła,towarzyska dominuje nade mną. Ta skromna, stojąca w cieniu i stroniąca od ludzi odzywa się rzadko ale daje o sobie też często znać. To właśnie ta druga moja osobowość jest zamknięta w sobie, romantyczna i wiecznie tęskniąca i wspominająca. Taki jestem naprawdę bo mam ją od urodzenia i myślę że właśnie taki jestem naprawdę. Ta pierwsza jest wesoła, zabawna i lubiąca być między ludźmi. Jednak zawsze czuję potrzebę pomocy zwłaszcza gdy ktoś jest smutny, cierpiący bo mało kto wie że chyba najlepiej rozumiem taką osobę.
Ale nie o tym miało być.
Sumując miesiące myślę że było jednak w tym roku więcej smutku ale i stabilizacji. Starałem się zajrzeć w głąb siebie i też chyba dojrzałem. Staram się bardziej słuchać ludzi i nie narzucać im swojej woli ale z tym właśnie muszę jeszcze dużo ćwiczyć.
Moje ostatnie pół roku to tęsknota ale i odrywanie się od rzeczywistości za sprawą pewnego filmu i książki na podstawie której on powstał. Tylko parę osób wie o czym teraz piszę. Nie jest to hollywoodzka mega produkcja a książka nie jest wybitnym pisarstwem ale kocham ją, film w którym ciągle jestem myślami zwłaszcza słuchając ścieżki dźwiękowej.
2011 kończy się dobrze również za sprawą Sebastiana który po wyjeździe do Holandii po paromiesięcznej ciszy w końcu się odezwał a dzięki internetowi znowu mogę z nim rozmawiać.
Tagi: rozmyślania
skomentuj (2)
Tym razem rysowane przeze mnie :P
Kiepsko mi to wyszło jak zawsze, ale liczą się dobre chęci :)
Tagi: rysunki
skomentuj (0)
Po czym poznać że nadchodzą święta jeśli każdy dzień jest identyczny?
Nie nie, nie po Coca Coli świątecznej w sklepie bo w tym roku wyprzedził ją papier toaletowy który dumnie zwisał w łazience. Brakowało mi tylko zapachu jodełki ;).
To jednak też nic. Ja poznaje po.... myciu okien a zwłaszcza po tym co jest przed nimi. Otóż, chodząca mama za plecami i powtarzająca: umyj okna, ściągnij firanki do prania, przetrzyj kurze bo idą święta. Ano idą, ale żeby tak wszystko od razu. Przecież potrzeba jest to wszystko najpierw obejrzeć czy aby na pewno trzeba czy okna czują mus mycia tak jak moja mama. Czy one w ogóle lubią być myte i czy można myjąc zrobić w nich dziurę. Hmmm
Dla spokoju ducha zwłaszcza swojego robię to co mi każą. Nawet prezenty zrobiłem mało wyszukane bo zestawy kosmetyków dla wszystkich. Nie znoszę biegania po sklepach i myślenia co się spodoba a co nie. Płyn do kąpieli czy pianka do golenia zawsze się przydają. Ze sweterkami i perfumami nie eksperymentuje a swoje prezenty tradycyjnie co roku wymieniam. Chcę być zadowolony i jestem :).
Teraz tylko przydał by się śnieg. Czeka mnie dużo roboty, pomagania. Ale czas jakoś zleci. Z drugiej strony mam niespodziewany pięciodniowy urlop. Pozałatwiam parę spaw jeśli się uda a zwłaszcza poodwiedzam znajomych i spotkam się z.... Sebastianem po pół roku nieistnienia.
Gdy napisał na FB czy może zadzwonić z wrażenia biegałem od okna do drzwi czekając na sygnał. Nie wiedziałem czy to naprawdę on. Ten człowiek o smutnym wyrazie twarzy, z którym mogłem zawsze porozmawiać o wszystkim. Który zawsze głośniej mówił ode mnie i z taką ekscytacją jakby to było wydarzenie roku. Tak to był on :). Witaj Sebastianku :D
Ale świąt i tak nie lubie.
Wymyślony, nagłaśniany medialnie zwyczaj który nie ma się nijak do religii. Ale niech im będzie. Mamy kryzys trzeba więc napędzić rynek :)
Tagi: przemyślenia
skomentuj (0)
Połowa grudnia a zimy jak nie było tak nie ma.
Przerażony zeszłorocznymi mrozami i zaspami z dodatkiem wiecznie powtarzającej mamy przychodzącej do pokoju mówiącej: na Boga! Ubierz się cieplej!
Mając w pamięci to wszystko z poprzedniej zimy postanowiłem ubrać się w tym roku jak na wyprawę na biegun. Kupiłem nowe buty nie przemakalne, kosmiczne kalesonki, nową czapkę i kurtkę która grzeje sama z siebie, włókna z marsa a futerko z venus. Nawet kieszenie są grzejące. Tylko co z tego. Jak się ubrałem w to wszystko myślałem że zemdleje z gorąca. Na powietrzu było przyjemnie. Pierwszy mroźny wiaterek tym razem nigdzie mnie nie smyrał, nawet głowa była chroniona przez coś co się nazywa kaptur. Jednak gdy wsiadłem do autobusu, mimo że się rozpiąłem poczułem się jak na słońcu, duszno, gorąco a nawet mdląco. Ktoś by powiedział ciąża ale to nie to. Gdy tylko wbiegłem do pracy rozebrałem się z czego się tylko dałem.
Więcej zestawu nie ubrałem i widzę że w tym roku chyba go nie założę bo piękną jesień mamy tej zimy. Inaczej nie da się określić pory roku która obecnie króluje. Tylko że dni jakieś krótkie.
Nie długo święta, nowy rok i wszystko od nowa.
Może jakieś postanowienia? Zmiany? Plany?
Zobaczymy.
Tagi: przemyślenia, rysunki
skomentuj (0)
Grudzień to miesiąc na pewno nie dla tych odchudzających się.
Mój problem polega na tym że im mam więcej stresu tym jem więcej. Co za tym idzie? Pojawianie się tzw. oponki. Masakra jakaś jak to wszystko się odkłada. Nie wiem dlaczego padło na słodkie które jakby w magiczny sposób zmniejszało na chwilę napięcie, by po chwili pojawiły się wyrzuty i zaraz za tym ciche przyrzeczenie że to już na pewno ostatni kąsek NA PEWO OSTATNI. Oczywiście do następnego razu następnego dnia. Dzisiaj pyszna czekoladka i znowu TO NA PEWNO OSTATNI RAZ. Hmm. Moja silna wola nie jest taka znowuż silna bo jedna ręka sięga druga zawsze ją bije ale nie wiedzieć dlaczego to zawsze wygrywa ta sięgająca.
Wszystko winny stres, ponura pogoda. Nie ma zimy, nie ma słońca. Kryzys nawet w pogodzie. Chmury nie mają na śnieg, mróz nie ma na niską temperaturę. Horror pogodowy. Nic tylko spakować walizkę i polecieć gdzieś daleko naładować akumulatory ale tak by starczyło na długgggooo.
Przed nami kolejne święta czyli kilka dni intensywnego gotowania w trakcie czego trzeba umyć okna, wyprać firanki i ozdobić dom na zewnątrz. Jak ja to lubię. Każdy chyba je oczami więc podczas gotowania bardziej ma się na to ochotę niż kiedy już będzie siedział przy syto zastawionymi stołami. Skromny talerz zupki i uszkami, dwa pierogi, łyżka ryby po grecku i jak dla mnie styknie ;). Tyle mogę zjeść. Nie znoszę świąt wielkanocnych. Sztuczna życzliwość i uśmiechy ludzi których nie znam i sztucznie bez przekonania wymawiane jak mantra „wszystkiego najlepszego.... „ brrrrr
Jeszcze w dodatku trzeba ubrać choinkę i ugościć babcie która znowu będzie sobie czyściła sztuczną szczękę palcem podczas jedzenia i nie ładnie jest się odezwać. PO prostu trzeba przeżyć kolejny ciężki dzień który jest co roku ale raz ze śniegiem raz bez.
W tym roku o zgrozo przygotowałem się na arktyczną zimę taka jak była w zeszłym roku.
Tylko w tym roku coś wie że na nią czekam otulony dobrą kurtką, kosmicznymi kalesonkami i butami do przebijania się przez zaspy. Zołza nie przychodzi. W zamian czego gotuję się w tych wszystkich ciuchach bo nie wiem czy kiedy wychodzę rano na autobus jest zimno czy będzie zimniej. Lepiej być gotowym.... na deszcz??
Wredna zima!
Podsumowując. Grudzień nie jest dobrym miesiącem do odchudzania a oponka musi poczekać na zrzucenie do wiosny.... Rowerek :).
PS. To nie moje zdjęcie :P
Tagi: przemyślenia
skomentuj (0)
Tagi: youtube
skomentuj (0)
Czas wolny, który można spędzić inaczej niż zwykle zawsze jest do przyjęcia i zawsze zostaje w pamięci gdy każdy dzień jest identyczny i gdyby nie zmiana pogody nie wiedzielibyśmy o mijającym czasie. W firmie pozwolono nam zorganizować sobie imprezę związaną ze sporem. Padło na kręgle. Kilkanaście maili później gdy dopiąłem każdy szczegół na ostatni guzik wybraliśmy się zaraz po pracy trochę podnieceni chęcią zabawy na kręgielnie. Krótki kurs samochodem i byliśmy na miejscu. Tor czekał. Nakryto nam stół pysznymi przekąskami i gorącą zupą. Dla sportu oczywiście podano nam butelkę wody ognistej tak by odkręcić celowniki oczywiście ;)
To moja druga wizyta w życiu na kręgielni więc nie ma mowy o profesjonaliźmie. Jednak nie chodziło t nigdy i nie było takiego zamiaru by pokazać klasę zbijania wszystkich kręgli za pierwszym razem a o dobrą zabawę. Tak tez było. Nasza czwórka bawiła się rzucaniem i nie celowaniem. Zwłaszcza gdy koleżanka zamiast rzucać przed siebie rzucała za siebie strasząc tym samym ludzi stojących za sobą. Świetnie zorganizowany czas mijał błyskawicznie tak jak nasze przekąski które zaskoczyły moje kubki smakowe zwłaszcza świeżością. Wszystko było wyborne i do tej pory przełykam mocniej ślinkę gdy wspomnę o łososiu czy schabie w maladze. Mmmmm pychota.
Trzeba to wszystko koniecznie powtórzyć :)
A jeśli ktoś przy okazji zastanawia się jaki był wynik. Hm, on jest mało istotny ale nie jest ze mną aż tak tragicznie, za to obity palec pobolewa mnie do dzisiaj a wspominając imprezę uśmiechać się będę jeszcze długo i chyba o to właśnie chodziło ;)
Wszystkim Wam życzę tak świetnych współpracowników jakich ja mam. Zero rywalizacji. Pomagamy sobie zawsze bawiąc się nawet naszą niewiedzą. Wszystko zawsze obracamy w żart tak by nie zgłupieć w tej codziennej gonitwie :) Świetna atmosfera jest najważniejsza.
Tagi: wspomnienia
skomentuj (0)
Ciągle przywoływany i wywoływany oczywiście sztucznie przez media. Zaczęło się oczywiście w USA, oczywiście wywołały go banki. Od razu na myśl przychodzi jak one sobie z nim poradziły? Jeden upadł dla przykładu, reszta sobie radzi a kryzys nadal jest. Jak to jest?
Ano.
W końcu możemy zobaczyć kto tak naprawdę rządzi na świecie. Olbrzymie korporacje którym państwa czyszczą buty. Gdy my zapinany mocniej pasy one rosną jeszcze bardziej niczym nie zagrożone bo tak jest że zamiast pomagać ludziom pomaga się tym gigantom światowym dopłacając do ujemnego bilansu tak by prezesik i jego świta mogła dostać milionowe premie bo to przecież też trzeba umieć załatwić by pomóc właśnie tej biednej firmie a nie ludziom którzy oczywiście nie są bez winy ale jak dają czemu nie brać? Osobiście uważam że winni powinni zapłacić za kryzys a nie społeczeństwo któremu teraz podnosi się podatki i likwiduje zniżki, dodatki itp. Świat jest pokręcony i dlatego to my zapłacimy za błędy tych dużych choć powinniśmy powiedzieć STOP i ich rozliczyć. Tylko kto to zrobi?
Kolejny przykład Grecji. Każdy ekonomista wie że pomaga się tylko raz. Jeśli to nie przynosi skutku niech się stanie to co ma się stać bo nie ma sensu trwonić pieniądze w chory system. Tak jest jak na siłę wprowadza się tak drogą walutę jaką jest euro. U nas jeśli zostanie wprowadzona będzie identycznie. Oby jej nie wprowadzono nigdy bo nie jesteśmy do niej w ogóle przygotowani.
Fakt że kryzys wywołany jest sztucznie dam na przykład ceny cukru. W telewizji pewnego dnia podano że zaczyna go brakować i że ceny drastycznie wzrosną. Co zrobili hurtownicy? Podnieśli ceny a ludzie kupowali worami! Media przestały mówić o cukrze, ceny spadły i okazało się że cukru o dziwo nie zabraknie.
Jesteśmy po prostu marionetkami w rękach gigantów którzy śmieją się z nas wywołują społeczne psychozy którzy bardziej podatni jej ulegają.
Myślę i wiem o tym na pewno że gdy ceny będą nadal rosnąć ludzie zlikwidują swoje zielone prosto przystrzyżone trawniki i będą znowu uprawiać warzywa i owoce których się pozbyliśmy kuszeni niskimi cenami w marketach, których po pewnym czasie nie da się jeść. Zauważyliście że pomidor nie smakuje jak pomidor? Banan nie spakuje jak banan? Wiemy co jemy? Sama chemia która jak w chipsach które są o smaku zielonej cebulki, pizzy czy bekonu nawet koło nich nie stały. Bardzo sprytnie można oszukać nasze kubki smakowe. Człowiek w dużym stopniu musi zobaczyć co je. Gdy widzi pomidora wie że to pomidor, gdy widzi na opakowaniu mięso kebaba wie że w środku chipsy są o jego smaku. FUUUJJJJ.
To wszystko zmowa! Trujemy się sami. Ale w sumie jak to się ma do kryzysu? Przecież jest coraz gorzej czy w związku z tym nie budzi się w nas obawa że musimy gromadzić na czarną godzinę. Każdy boi się iść do pracy z myślą że to jest jego ostatni dzień i nie będzie miał z czego zapłacić gigantycznych rachunków za prąd, gaz. Tu firmy też świetnie sobie radzą. Ciągle chcą podnosić ceny nie podyktowane zupełnie niczym. Jeżdżą sobie później za nasze pieniądze na wycieczki, a my wracamy do czasów świec.
To wszystko jest mega świetnie przygotowane. Wracamy do czasów kamienia łupanego z tą różnicą że będzie wszystko ale nie będzie nas na to stać. Nawet woda będzie produktem luksusowym a państwa zamiast pomagać utrudniają działając odwrotnie jakby celowo.
Tagi: przemyślenia, rozmyślania
skomentuj (0)
Minął kolejny rok od kiedy założyłem bloga i z przerażeniem patrzę na Archiwum które co miesiąc się wydłuża. Dni uciekają błyskawicznie. Cały czas w pędzie. Dobrze że mamy jeszcze pory roku bo dzięki nim można zauważyć jak szybko zmienia się otoczenie i my sami. Minął kolejny rok chwil szczęśliwych i radosnych ale i tych smutnych których było zdecydowanie więcej i nie wiedzieć dlaczego to właśnie te drugie ciągną się cały czas za mną jak cień tłamsząc te chwile które właśnie powinienem wspominać i pamiętać za które powinienem dziękować.
Z drugiej jednak strony gdyby wszystkie dni były radosne i miłe z czasem przestały by być takie na rzecz dnia powszedniego. Zdaje sobie sprawę że właśnie smutkom i samotności tak bardzo cieszyć się można chwila radości bo je podwójnie się wyczekuje i oczekuje.
W tej chwili jednak nie wiem dlaczego a raczej skłamałem bo wiem dlaczego ciągle błądzę gdzieś wspomnieniach. Czuje że się powoli zatracam i zaczyna mi przeszkadzać większe grono towarzystwa w którym czasami się znajduje tak jakby przeszkadzało mi w przebywaniu w miejscu i czasie o którym myślę który chcę by wrócił i nigdy mnie już nie opuścił.
Widzę jak bardzo pogoda na zewnątrz przypomina to wszystko co jest obecnie we mnie. Mam przyjaciół z którymi oczywiście mógłbym pogadać i czasami próbuje ale to ciągle jest jak ściągnięcie ubitej piany z mleka która pokrywa kawę w filiżance. Ciągle coś jest wewnątrz mnie co rozdrapuje ranę i nie pozwala zapomnieć, machnąć ręką o powiedzieć nic się nie stało, żyj dalej i ciesz się życiem.
Jakoś nie potrafię. Ciągle tęsknie i myślę.
Nakładam słuchawki na uszy zawsze kiedy tylko mogę i słuchając mojej muzyki przenoszę się niebyt. Otoczenie nie ma dla mnie znaczenia. Wracają dni w których najchętniej siedział bym zawinięty w kocu w rogu łóżka i wsłuchiwał się w ciszę.
Czuję że idą dziwne czasy. Zaufać ? Nie zaufać? Jak się nie stresować? Jak się nie martwić na zapas i jak w końcu zapomnieć!? Obiecałem sobie zmiany i... Jak to zrobić?
Tagi: przemyślenia, rozmyślania, prywatnie
skomentuj (4)

